Fall in Love

Interior Design

Travel

wtorek, 26 lipca 2016

Hi there!
Sorry for a lack of updates recently. There was quite intense time in my trade and still is. Plus there ware huge changes in a private area, so I haven't had time for blogging. You can subscribe my facebook and instagram accounts to be up to date though.
Today I want to show you my outfit with off-shoulder blouse which I bought couple months ago. It's a hot trend right now. It doesn't surprise me because it's very feminine and sexy without looking too vulgar.
I paired this blouse with culottes trousers and flat shoes. Shocking. It's risky when you're short, but it's nice to experiment at times. Gold jewellery adds a little kick to this monochromatic outfit. Hope you'll like it.
Till next time!
Bye.


_________________________________________________________________________________

Witajcie!
Na początku chciałabym przeprosić za ciszę na blogu. Intensywny okres w brażny plus spore zmiany w życiu osobistym sprawiły, że blog musiał zejść na dalszy plan. Zachęcam jednak do zaglądania na facebook'a i instagram, gdzie wrzucam posty w miarę regularnie.

Dzisiaj "polską" premierę miała bluzka odkrywająca ramiona, którą kupiłam w październiku tamtego roku, przed wyjazdem na Malediwy (klik) . Aktualnie jest to chyba najbardziej popularny trend w sezonie. Wcale się nie dziwię. Odkryte ramiona są bardzo kobiece i sexy, bez zbędnej wulgarności. Połączyłam bluzkę z równie ryzykownym dołem, czyli szerokimi spodniami o długości 7/8. Z płaskimi butami. Niby nie powinnam, ale warto czasem poeksperymentować. Na upały, taki strój był idealny. Monochromatyczny zestaw przełamuje delikatna, złota biżuteria. Bez przegadania, tak jak lubię.

Do następnego!






blouse, trousers, earings - H&M | shoes - MANGO | bag - Paulina Scheadel | ring - Mocca Loca | sunglasses - no name

sobota, 9 kwietnia 2016


Hello there!
I noticed just after I left home that I was wearing the jacket from last outfit post. You can call it fashion faux pas,because when you're running a blog you have to show new clothes constantly and be a trendsetter. That's was irony by the way. I think exactly opposite.
Classic pieces like this jacket you can wear all the time and mix it with everything. This is what classics are for. That's why I bought it. This time I mixed it in a masculine way - with all black basic clothes and flat shoes.



_________________________________________________________________________________


Witam Was serdecznie!
Dopiero po wyjściu z domu zorientowałam się, że założyłam tę samą marynarkę, która pojawiła się w ostatnim poście. Można to potraktować jako modową "wpadkę", bo przecież prowadząc bloga, trzeba nieustannie pokazywać nowe rzeczy, wyprzedzać trendy, o co najmniej dwa sezony itd. Oczywiście, piszę to z ironią. Otóż uważam, że nie trzeba.
Klasyczne elementy ubioru można nosić często, ponieważ pasują dosłownie do wszystkiego. Z taką myślą właśnie, kupiłam tę marynarkę. Tym razem potraktowałam ją zupełnie po męsku, łącząc z czarnymi rurkami i płaskimi półbutami.











jacket - ZARA | turtleneck, bag - MASSIMO DUTTI | shoes, skinnies - MANGO | bracelet - COCKTAIL ME





niedziela, 27 marca 2016

Witam Was Świątecznie!
Od zawsze byłam przeraźliwie blada, ale pomimo nieprzyjemnych docinek, nigdy się tym za bardzo nie przejmowałam. Taka po prostu jestem - kropka. Oczywiście, podczas każdych wakacji (niestety nie zawsze bezpiecznie) przyjmowałam wit. D wraz z opalenizną w pakiecie. Męczyłam się przy tym strasznie, bo po prostu nie lubię leżeć plackiem. Dobrze wiedziałam, że po tygodniu-dwóch, śladu po opaleniźnie nie będzie, zwłaszcza na twarzy. Natury nie oszukasz - pomyślałam.
Sporadycznie ratowałam się samoopalaczami, chociaż sama nazwa skutecznie mnie odstraszała. Trafiałam na lepsze i gorsze produkty, z przewagą tych drugich. Znacie na pewno problem okropnego zapachu, smug i zacieków, żółtych plam?

Skontaktowała się ze mną firma Vita Liberata, specjalizująca się w produktach samoopalających. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że 80 % składników jest pochodzenia organicznego, a firma ma swoje korzenie w Irlandii (nie w Kalifornii).  To mnie zdecydowanie przekonało, by dać tym produktom szansę. Przetestowałam dwa z najnowszej oferty Vita Liberata.



PHENOMENAL 3 WEEK TAN MOUSSE - MUS SAMOOPALAJĄCY DO CIAŁA - 125 ml
Samoopalacz w musie, a raczej w piance, w zestawie z rękawicą do aplikacji. Producent zapewnia opaleniznę bez smug, bez przykrego zapachu, utrzymującą się 2-3 tygodnie. Występuje w dwóch odcieniach: medium i dark. Testowałam kolor medium.

Jak jest w rzeczywistości?

OPAKOWANIE - jest bardzo praktyczne, estetycznie wykonane, a pompka chodzi bardzo sprawnie. Załączona ulotka i instrukcja dobrze wyjaśnia sposób aplikacji.
APLIKACJA - zawsze unikałam produktów w piance, bo bałam się, że będą zbyt szybko wysychać na skórze tworząc smugi. Poza tym, szczerze, nie mam dużego doświadczenia w kwestii nakładania takich produktów. Tutaj bardzo pomaga rękawica, która rozprowadza mus bardzo równomiernie i szybko. Faktycznie bardzo szybko zasycha, ale jakimś cudem daje się prawidłowo nałożyć. Dzięki temu, cała procedura trwa maksymalnie 5-10 min., nawet dla laika, jakim jestem ja. Skóra w ogóle nie jest klejąca, a lekko połyskuje. Dzięki intensywnej barwie musu, efekt widoczny jest od razu, przy okazji możemy zauważyć, czy każda część ciała, została równo pokryta.
Rękawicę można wyprać zwykłym mydłem.
Na suchych partiach skóry trzeba uważać z ilością pianki. Skóra powinna być nawilżona i złuszczona, ale nie tłusta! Najlepiej wieczorem zrobić peeling, nałożyć sporą warstwę balsamu nawilżającego, rano, po prysznicu, nałożyć samoopalacz. Zapach musu jest raczej delikatny, nie drażni.
MOJA OPINIA - wielki plus za łatwość i szybkość aplikacji. Można się poratować przed "wielkim wyjściem" nawet na ostatnią chwilę i wyglądać jak po powrocie z wakacji. Charakterystyczny zapach wystąpił na mojej skórze po 2-3 godzinach, co prawda ledwie wyczuwalny, nie mniej jednak, chcę być całkowice szczera w swojej ocenie.
Przy intensywnym wysiłku, biała koszulka zabarwiła się delikatnie na brązowo pod biustem, ale po praniu, nie było śladu.
Nakładałam piankę 2 dni pod rząd, jeden dzień przerwy (intensywne nawilżenie), i trzeci, ostatni raz.
Najlepszy efekt widziałam u siebie na nogach, tam opalenizna trzymała się najdłużej, czyli około 1,5 tygodnia. Z górnej części ciała znikała równomiernie po tygodniu. I to jest wg. mnie najważniejsza kwestia, jeśli chodzi o samoopalacze. Pomarańczowe, suche placki są nie do przyjęcia. Skóra nie jest wysuszona, co więcej, bardzo ładnie połyskuje w świetle. Drugą istotną kwestią jest kolor, a ten jest bardzo naturalny. Nazwałabym go "kalifornijską opalenizną".
Producent zapewniał trwałość rzędu 2-3 tygodni, co u mnie się nie sprawdziło, ale myślę, że po prostu taka jest specyfika mojej skóry.
Jest to naprawdę dobry samoopalacz, może odrobinę kosztowny (175 zł/125 ml), ale wydajny. Efekt można stopniować i ciężko z nim przesadzić.
OSTATECZNA OCENA - 8/10

Blade nogi przed, opalone nogi po 3 aplikacjach. 

p.s. Phenomenal 3 Week Tan Mousse był nominowany w plebiscycie "kosmetyk roku" miesięcznika Glamour, w kategorii najlepszy produkt do ciała, nie bez powodu :)

TRYSTAL3 BRONZING MINERALS - MINERALNY BRONZER DO TWARZY I CIAŁA

To swego rodzaju rewolucyjny produkt, ponieważ, jest to samoopalający, mineralny bronzer. Stosując go na makijaż, stopniowo przyciemnia nam skórę. Występuje w dwóch odcieniach 02 Bronze i 01 Sunkissed. Testowałam nr 01. Do zestawu dołączony jest pędzel kabuki w kolorze różowego złota.



Czy naprawdę jest taki rewolucyjny?

OPAKOWANIE - okrągłe, plastikowe, zakręcane, które dość łatwo się brudzi. Bordowo-przeźroczyste, z miedzianymi napisami (jeszcze się nie wytarły). Łatwo ocenić poziom zużycia. W środku "sitko" przez które wytrząsamy pożądaną ilość luźnego pudru. Pędzel jest dość duży,  a opakowanie już niekoniecznie, więc nabieranie wymaga wprawy. Trzeba dokładnie, kolistymi ruchami wetrzeć produkt w pędzel. Można posiłkować się nakrętką i na nią wysypywać powoli minimalną ilość pyłku, by nie przesadzić. W pudełku znajduje się czytelna instrukcja obsługi w kilku językach.
APLIKACJA - należy nakładać puder kolistymi ruchami na całą twarz, szyję, dekolt, zaznaczając np. mocniej kości policzkowe, kolejno przez 5 dni. Efekt można stopniować, czyli od skóry muśniętej słońcem, do naprawdę mocno opalonej. Wykończenie oceniłabym na raczej satynowe, bez perłowych drobin. Tak jak wspomniałam wcześniej, koniecznie (!) trzeba precyzyjnie i równomiernie obtoczyć pędzel w pudrze kolistymi ruchami, w przeciwnym razie, możemy nabawić się plam. Jeśli jednak Wam się to przydarzy - pędzel jest na tyle elastyczny, że daje możliwość rozblendowania takich wpadek. Tym pudrem możemy z powodzeniem wykonturować twarz.
MOJA OCENA - nakładałam produkt kilka dni pod rząd i za każdym razem byłam pod wrażeniem naturalnego koloru jaki powstaje na skórze. Coś pięknego! Żaden bronzer nie dawał takiego efektu. (Ukochany Golden Rose Mineral Bronzing Powder jest satynowo-perłowy, nie matowy). Wraz z niesamowicie miękkim pędzlem, tworzą duet idealny. Kabuki to naprawdę majstersztyk, a jest w zestawie, w cenie produktu. Wiecie doskonale, że pędzle w zestawach są zazwyczaj do wyrzucenia. Można go nałożyć jak tradycyjny puder brązujący, na wystających częściach twarzy, ale można także aplikować go na całą twarz, szyję i dekolt, przez co naprawdę wyglądamy jakbyśmy wrócili z Karaibów. Świetnie współpracuje z podkładami i kremami. Nie waży się, nie zapycha. Jedyne moje zestrzeżenie dotyczy efektu samoopalającego, którego właściwie nie dostrzegłam. Jeśli już, to bardzo minimalne. Nawiązując do tego co napisałam wyżej - może to być wina stricte mojej skóry, która ciężko "chwyta" sztuczną opaleniznę, a jak chwyci, to na krótko.
Zaznaczam jednak, że naturalne wykończenie jakie daje, rekompensuje tę wadę.
Za kwotę 169 zł, mamy więc świetny bronzer, w zestawie z jeszcze lepszym pędzlem (jakością przewyższa Real Techniques, Eco Tools czy Zoevę). Oczywiście, możemy kupić o wiele tańszy bronzer, ale dobre pędzle kosztują już sporo. Sławna "Ziemia Egipska" kosztuje podobnie, a uważam, że Trystal3 bije ją na głowę.
OSTATECZNA OCENA - 8/10, pędzel 10/10!

Blada twarz sauté, twarz z podkładem i pudrem Trystal3.

Reasumując - używając tych produktów, czujemy się "jakby luksusowo". Spełniają swoje zadanie, powiedzmy na 90 %. Pomimo wspomnianych minusów, oceniam je bardzo pozytywnie. Oceny na www.sephora.com są naprawdę bardzo wysokie, więc nie koloryzuję. Pędzel kabuki, okazał się największym zaskoczeniem.
Nie są to produkty pierwszej potrzeby, ale jeśli chcecie zainwestować w samoopalacz o dobrym składzie, tworzący naturalnie wyglądającą opaleniznę - macie moje zielone światło.

Dziękuję firmie Vita Liberata Polska za możliwość przetestowania produktów.


I na zakończenie chciałabym zaprosić Was do konkursu, w którym możecie wygrać puder Trystal3 w wybranym kolorze. 
Wystarczy polubić profil na instagramie @missgoodtaste i @vitaliberatapoland i odpowiedzieć na pytanie: "Czym jest dla Ciebie sztuczna opalenizna?" pod zdjęciem  Vita Liberata na moim instagramie. Czas trwania konkursu mija 31 marca 23:59. Wybiorę najciekawsze odpowiedzi, a zwycięzca dostanie puder Trystal3 w zestawie z pędzlem. 


Pozdrawiam!

sobota, 12 marca 2016


When you feel kind of depressed because of a weather there's no better way to cheer yourself up than
browse photogallery from a trip to VERY sunny place. Definiately Maldives are heaven on earth. Ubiquitous turquoise, white sand, burning sun intoxicate you and you feel like you just took pill of happiness when you are there. It's a perfect place to relax and reset your brain. Surprisingly it's very quiet there and it's not crowded at all, which for me is a big advantage. I hope you'll like these pics as much as I do.
_________________________________________________________________________________

Nic tak nie dobija psychicznie w ponure dni, jak wspominanie wyjazdów do ciepłych krajów. Chociaż najwłaściwszym określeniem było by, po prostu raj na ziemi, bo tak właśnie nazwałabym Malediwy. Wszechobecny turkus, biały piasek, palące słońce po prostu odurzają, a człowiek tam czuje się, jakby połknął tabletkę szczęścia.
Nie znam lepszego miejsca do wypoczynku. Nie bez powodu, jest to ulubiony kierunek nowożeńców na miesiąc miodowy.
Pomimo tego, że każda nieduża wyspa mieści właściwie jeden hotel, a na raz może przebywać tam kilkuset gości, w ogóle nie słychać hałasu i jest bardzo spokojnie. To cenię sobie najbardziej.
Relaks na plaży, w towarzystwie raptem kilku osób, to coś rzadko spotykanego w Europie.
Ponad to, nie mogłam się napatrzeć na bujną roślinność każdej z wysp. Coś niesamowitego.
Zostawiam Was ze zdjęciami i mam nadzieję, że chociaż na chwilę, zrobi się Wam cieplej.
W przyszłym tygodniu pojawi się wpis dotyczący organizacji wyjazdu na Malediwy i recenzja trzech hoteli. Do następnego!

















niedziela, 14 lutego 2016

Time for quick ouffit post. It's been quite some time since I uploaded last one. Sorry for that.
I bough perfect cropped jeans on sale recently. Double win for me! I paired them with high, leather boots and oversize jacket. Simple cut, classic color palette - very "me" combination. Have a nice Valentine's Day!




_________________________________________________________________________________

Dzisiaj bez zbędnych słów. Dawno nie pojawiło się nic na blogu, zwłaszcza o tematyce modowej, nadrabiam więc szybko zaległości. Udało mi się w końcu trafić na jeansy z nogawką 7/8 i to na wyprzedaży. Sukces! Do tego klasyczne, skórzane botki i męski żakiet (płaszcz?). Proste fasony, klasyczne kolory - tak jak lubię. Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek!















jacket - ZARA | jeans, boots - MANGO | sweater - BENETTON | scarf - H&M | clouch - MASSIMO DUTTI

wtorek, 19 stycznia 2016

   Dzisiaj zapraszam na recenzję kosmetyków, które idealnie sprawdzają się na aktualną pogodę.
Gdy dorastałam, pękające naczynka były moją zmorą. Miałam kilka na nosie i jedno wielkie na policzku. Z czasem jednak stały się właściwie niewidoczne. (?!) W każdym razie taki problem u mnie się pojawił, i wiem, że muszę zadbać, by nie powrócił ze zdwojoną siłą.
Szczególnie, na pękające naczynka narażone są kobiety stosujące antykoncepcję hormonalną oraz narciarze, ale właściwie nie ma na to reguły.
Cera naczynkowa jest wrażliwa, ściągnięta i dość cieńka. Słabe ścianki naczyń krwionośnych przez drastyczne zmiany temperatur i utrudnione krążenie krwi pękają, powodując mikro-wylew podskórny, widoczny gołym okiem. Jest to defekt skóry, który nie wygląda estetycznie, ale co najważniejsze, komunikuje nam, że nasz organizm potrzebuje uwagi i małej pomocy.



Czego należy unikać? ( W miarę możliwości)
- różnicy temperatur (narty, sauna)
- przyjmowania hormonów
- kofeiny, cynamonu (zwłaszcza w kosmetykach pielęgnacyjnych)
- chodzenia w obcisłych spodniach

Co może nam pomóc?
- ochrona przed mrozem odpowiednimi kosmetykami
- delikatne masaże poprawiające ukrwienie
- maści i kremy z witaminą K (uszczelnia naczynia krwionośne)
- składniki uszczelniające naczynia krwionośne: wyciąg  z lipy (zmniejsza przekrwienie, łagodzi), ekstrakt z wąkroty azjatyckiej (pobudza produkcję kolagenu, wzmacnia naczynia krwionośne i poprawia mikrokrążenie), olejek cyprysowy, wyciąg z kory kasztanowca, wyciąg z nagietka, ruta zwyczajna, nostrzyk żółty.





Podobnie jak w przypadku zmarszczek, kosmetyki pajączków nie usuną, mogą jedynie zmniejszyć ich widoczność. Działają przede wszystkim zapobiegawczo.
Przetestowałam nową serię firmy Purite, skierowaną właśnie do osób z problemem pękających naczynek. W ofercie znajdziemy tonik, krem, serum oraz tłuste oleum. Wszystkie te kosmetyki stosujemy po dokładnym oczyszczeniu skóry.

TONIK do cery naczynkowej - 49 zł - 50 ml

Tonik stosuje się po oczyszczeniu twarzy. Ma oświeżyć, nawilżyć cerę i przywrócić jej prawidłowe pH. Ten tonik ma w składzie hydrolat z lipy, wyciągi i olejki wspomagające delikatną skórę. Jego działanie jest bardzo przyjemnie -  zmniejsza ściągnięcie i suchość po myciu. Ma ziołowy, lekko miętowy zapach. Produkt jest wydajny, 1-2 psiknięcia wystarczą na całą twarz.

SERUM do cery naczynkowej - 115 zł - 30 ml

Serum stosowałam po toniku, albo solo, w większej ilości, albo w mniejszej przed kremem z tej samej serii. Produkt jest oleisty (dzięki temu bardzo wydajny), więc jeśli ktoś nie lubi tej konsystencji, nie będzie zadowolony. Wchłania się 30 - 40 min. Żaden olejek z Purite mi nie zaszkodził, nie "zapchał" cery. Serum świetnie nawilża i ujędrnia. Rano twarz wygląda bardzo zdrowo i promieniście. Ma w składzie m.in. olejki: jojoba, arganowy, z pestek malin, z dzikiej róży, korę i kwiaty kasztanowca (wzmacnia naczynka), nagietek, rutę zwyczajną i wiele innych, cennych składników. I tutaj zapach kosmetyku określam jako ziołowy, ale na pewno nie jest drażniący.

KREM do cery naczynkowej - 89 zł - 30 ml

Krem o konsystencji budyniu, na dzień, jak i na noc. Nadaje się pod makijaż. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia "filmu" na skórze, ale wciąż bardzo dobrze nawilża. Myślę, że sprawdziłby się u każdego, zwłaszcza profilaktycznie. W składzie znajdują się nie tylko wyciągi wspomagające walkę z pękającymi naczynkami, ale także masło shea i olej kokosowy, które świetnie nawilżają i ujędrniają. Wydajność produktu jest bardzo zadowalająca, wystarczy nabrać niewielką ilość (jak ziarnko ciecierzycy), by rozprowadzić produkt na całą twarz. Warto zachować higienę przy nabieraniu kremu ze słoiczka. Można w tym celu wykorzystać patyczek do uszu.

OLEUM do cery naczynkowej - 49 zł - 30 ml

Tego produktu akurat nie używałam, ale dopisuję go do tej recenzji, jako produkt dopełniający całą serię. Jest o wiele bardziej skoncentrowany i raczej nadaje się do stosowania gdy przebywamy w domu. W składzie znajdują się: olej z pestek winogron, wosk pszczeli, nierafinowane masło shea, olej arganowy, olej jojoba, olej czarnuszkowy, kora kasztanowca, kwiaty kasztanowca, nagietek lekarski, ruta zwyczajna, nostrzyk żółty, witamina E, olejek cyprysowy, olejek geranium Bourbon, olejek z mięty pieprzowej.
Wszystkie te składniki wspomagają skórę wymagającą, tzn. suchą, wiotką, narażoną na pękające naczynka. Działają antystarzeniowo i ujędrniająco. Pomagają przy różnych problemach skórnych, np. przy egzemie, trądziku. Są wielozadaniowe.



PODSUMOWANIE:
Tak jak wspomniałam wcześniej - taka seria to świetna profilaktyka dla osób, ze skłonnością do pękających naczynek. W przypadku, gdzie problem jest naprawdę bardzo poważny i widoczny, mogą one pomóc, ale efekt może być u każdej osoby inny. Na pewno nie zaszkodzą. Duże zmiany może zlikwidować jedynie laser, ale taki zabieg jest dość bolesny i kosztowny.
Aktualnie mamy na zewnątrz bardzo niską temperaturę, a w pomieszczeniach ogrzewanych temperatura dochodzi do 18 st. Różnice są ogromne. Jak do tej pory, na mojej twarzy nie pojawiły się nowe pajączki, a stare stały się jakby mniej widoczne.
Co jest dla mnie ważne, mimo, że jest to seria skierowana na konkretny problem, wciąż działa równie skutecznie w kwestii nawilżenia, ujędrnienia, a to rzadka cecha kosmetyków.
Kolejną ważną informacją, jest oczywiście to, że kosmetyki Purite są w 100 % naturalne. Czasem próżno nawet szukać w nich wody. Większość składników to po prostu wyciągi z ziół i oleje, o działaniu niekomodogennym. Nie mam także żadnych zarzutów co do opakowań. Szczerze mówiąc, wolę słoiczki niż pompki, które czasem się zapychają i stają się bezużyteczne.
Zastanawiam się nad stosowaniem serum miejscowo, np. na uda, miejsce za kolanami. Tam problem pękających naczynek jest bardzo widoczny. Dopiszę aktualizację za jakiś czas, jestem ciekawa jak się sprawdzą w takiej formie.
Do następnego!

niedziela, 10 stycznia 2016

Hello in 2016!

My wardrobe is definiately monochromatic, however I'm still trying to change that, but not severely. Burgundy is the best choice for a brunettes and it's a perfect match for almost every basic color. It gives some kind of diversity to this simple outfit. That's why I really like it. You probably already know my love for hats. See you next time!


_________________________________________________________________________________

Witajcie w 2016 roku!
Jak wiecie, moja garderoba jest w 100 % monochromatyczna, chociaż wciąż staram się to zmienić. Oczywiście, nie drastycznie. Wybieram te kolory, które są łatwe w "obyciu". Burgund to idealny kolor dla brunetek i  dobry towarzysz podstawowej palety barw. Stanowi ciekawe urozmaicenie w tym prostym zestawie. 
Pewnie zdążyliście już poznać moje uwielbienie do kapeluszy?









coat, bag - ZARA | sweater, jeans, boots - MNG | woolen hat - C&A | watch - Daniel Wellington (you can still use my code DW_missgoodtaste which gives you 15 % discount on https://www.danielwellington.com/pl/ , code is valid until 15.01.16)