Fall in Love

Interior Design

Travel

sobota, 19 grudnia 2015


1. Genialne kosmetyki ekologiczne Purite w zestawie (peeling + mydło). Cena 75 zł, do kupienia TUTAJ.
Mydelniczka, a właściwie dzieło sztuki, powstałe dzięki współpracy Purite i Ende Ceramics. Z zakupem mydelniczki związana jest ponad to akcja ekologiczna, w której dobrowolnie można wziąć udział, poprzez podanie swoich danych. W imieniu nabywcy mydelniczki, w okresie wiosenno-letnim będzie posadzone drzewo. Każdy więc może zostać wirtualnym właścicielm własnego drzewa. Cena mydelniczki to 160 zł, do kupienia TUTAJ. A wielbiciel świeczek zapachowych, na pewno będzie przeszczęśliwy, gdy zostanie obdarowany piękną, czarną, czekoladową świeczną made by Purite. Cena to 29 zł, do kupienia TUTAJ.


2. Dla łasuchów i koneserów pysznego jedzenia dobrej jakości polecam skomponowanie kosza prezentowego. W skład takiego kosza obfitości proponuję włączyć chociażby prawdziwy, klasyczny krem balsamiczny w fikuśnej butelce (cena 30 zł, do kupienia w sklepie EKOPESTKA TUTAJ), lub na bazie czarnej jagody, który jest przepyszny (cena 31 zł, do kupienia TUTAJ), czy oliwę z oliwek na bazie pomarańczy (cena 30 zł, do kupienia TUTAJ). Ekologiczna, fair trade, czekolada do picia Pizca Del Mundo (cena 23 zł, do kupienia TUTAJ) w okresie chandry nada się idealnie, a herbata Kusmi na pewno rogrzeje w zimowe wieczory (cena 93 zł, do kupienia TUTAJ).

3. Zestaw ręcznie robionych filiżanek z pewnością doceni wielbiciej dobrego, polskiego designu. Wrocławska marka została już doceniona za granicą. Cena za komplet filiżanek 180 zł, do kupienia TUTAJ.

4. Wybór prezentu dla kolekcjonera książek nie powinien być trudny. Polecam zajrzeć do niszowej księgarni internetowej Bookoff, gdzie znajdziemy ogromny wybór wszelkiego rodzaju albumów i książek z całego świata. Mi wpadł w oko zbiór 100 zdjęć jednego z najlepszych fotografów w historii, Petera Lindbergh'a. Cena 69 zł, do kupienia TUTAJ.

5. Pięknie zaprojektowany organizer ucieszy wielbiciela planowania i produktywnego spędzania czasu. Szczególnie polecam Happy Planner, który jest moim faworytem, jeśli chodzi o tego typu kalendarze. Dbałość o każdy szczegół, trwałość, spora ilość miejsca, to jedynie jedne z wielu jego zalet. Cena 119 zł. do kupienia TUTAJ.

6. Nie znam nikogo, komu nie smakowałoby francuskie makaroniki. Wciąż ciężko je kupić. Może nauka ich pieczenia, pod okiem francuskiego specjalisty byłby najlepszym rozwiązaniem? Cena 550 zł, do kupienia TUTAJ. Rodzaj kursu można dopasować do upodobań danej osoby. Każda opcja może być fantastyczną przygodą.

7. Delikatna biżuteria jest hitem od wielu sezonów. Wyróżnia ją jednak to, że jest ponadczasowa i właściwie pasuje każdemu. Im subtelniejsza, tym lepiej. Szczególnie przypadła mi do gustu kolekcja marki Missoma, North Star. Cena 65 funtów, do kupienia TUTAJ. Większość sklepów z biżuterią ma w swojej ofercie podobną biżuterię.

8. Perfumy nie muszą być banalnym prezentem, jeśli wybierzemy takie, które można kupić jedynie w kilku miejscach w Polsce. Kompozycje marki The Different Company są naprawdę godne uwagi. Każda z nich jest bardzo zaskakująca. Perfumy Khasan Rose, cena 312 zł, do kupienia TUTAJ.

9. Makijaż jest tajną bronią każdej kobiety, ale nie wykona się go dobrze, gdy nie mamy do tego odpowiednich narzędzi. W sprzedaży pojawił się Royce Rolls wśród pędzli, zaprojektowany przez znaną, polską youtuberkę, Maxineczkę. Ten zestaw pędzli do makijażu jest wart swojej ceny. Cena 689,90 zł, do kupienia TUTAJ.

10. Są prezenty, które są po prostu dobre, bez względu na płeć. Kaszmirowy szal doda klasy i kobiecie, i mężczyźnie. Cena 359 zł, do kupienia TUTAJ.

Ale przede wszystkim pamiętajcie, że najlepszym prezentem jaki możemu komuś podarować, to poświęcony czas. Nie da się go wypożyczyć, oddać, wymienić. Wszyscy żyjemy w biegu, z trudem znajdujemy chwilę na odpoczynek, ale w tej całej bieganinie, nie zapominajmy o rodzinie i przyjaciołach, których dawno nie widzieliśmy.
Wesołych Świąt!

sobota, 12 grudnia 2015

When it's cold and grey outside thinking back to this hot paradise, which undoubtedly the Maldives are, turns out to be really comforting. Trip took place quite recently but I feel like it was ages ago. Every corner there asked for a picture, and the setting was so beautiful and even unrealistic. On the island of Kaafu Atoll, the Paradise Island resort - this amazing palm grove (and the crystal clear
water of course) fell in my memory in particular. The play of light and shadow created the ideal conditions to take pictures of the typical holiday set.



My go-to uniform of the summer season are shorts and tank-top, which is nothing revelatory. I decided to move away from a rule by buying a lace jumpsuit. It shows a lot of skin, so rather not work for the summer in the city, but on the beach, or going out to a club will fit perfectly. This type of clothing you can tweak a little by adding a pair of flip-flops, sandals and canvas bags in a day, or high heels and jacket to a nightout. Personally, I avoid buying clothes on one occasion. I always think twice what I can match it with.

From time to time I will publish more posts from the Maldives, including the guide and review of hotels. I hope you'll enjoy them and find it useful by those who plan such a trip in the future.
Till next time!


_________________________________________________________________________________

Kiedy za oknem zimno i szaro, miło jest wrócić wspomnieniami do ciepłego raju, jakim niewątpliwie są Malediwy. Wyjazd miał miejsce całkiem niedawno, a mam wrażenie, jakby to było wieki temu.
Każdy zakątek tam prosił się o zdjęcia, a otoczenie było tak piękne, że aż nierealne. Na wyspie Kaafu Atoll, w resorcie Paradise Island szczególnie zapadł mi w pamięć gaj palmowy ( i krystalicznie przejrzysta woda oczywiście). Gra światła i cienia stworzyła idealne warunki do zrobienia zdjęć, tego typowo wakacyjnego zestawu.
Moim typowym uniformem w sezonie letnim są szorty i tank-top, co nie jest niczym odkrywczym. Zdecydowałam się odejść od reguły, kupując koronkowy kombinezon. Odkrywa sporo ciała, więc nie polecam go raczej na lato w mieście, ale na plażę, czy wyjście do klubu sprawdzi się doskonale. Tego typu ciuch można podrasować dodatkami - w dzień do klapek, sandałków i płóciennej torby, wieczorem do szpilek i marynarki. Osobiście unikam kupowania ubrań na jedną okazję, zawsze wcześniej trzy razy pomyślę, do czego dana rzecz pasuje, dopiero wtedy podejmuję decyzję.



Co jakiś czas będę publikować kolejne posty z Malediwów, w tym przewodnik i recenzję hoteli. Mam nadzieję, że Wam się spodobają i przydadzą się tym, którzy planują taki wypad w przyszłości.
Do następnego!







jumpsuit - H&M | shoes - DeeZee | watch - Daniel Wellington (By using my code "DW_missgoodtaste" you'll get 15 % discount in official online shop. Code is valid until 15.01.16)

niedziela, 6 grudnia 2015

Przepraszam Was za ciszę na blogu. Czasem przychodzi taki moment, gdy kumuluje się mnóstwo rzeczy na raz, a zaraz po ich skończeniu myśli się tylko o odpoczynku, dlatego też musiałam zrobić sobie małą przerwę. Na pocieszenie szykuję dla Was sporo nowych interesujących wpisów.

Dzisiaj przyszedł czas na recenzję kosmetyków, których używam już od dłuższego czasu, są w 100 % przeze mnie sprawdzone pod każdym względem, nie było taryfy ulgowej.
Mowa o produktach firmy Purite, o których wspominałam już w poprzedniach wpisach ( tutaj i tutaj).
Chciałabym najpierw podzielić się z Wami historią powstania marki i zdradzić zaskakujące szczegóły towarzyszące całemu przedsięwzięciu.



Purite powstało w połowie 2014 roku dzięki inicjatywie trzech osób - dr. Doroty, Szymona oraz Sebastiana, i w takim składzie pozostaje do dzisiaj. Te trzy genialne umysły tworzą coś, co może zawstydzić największe koncerny kosmetyczne. (Ich produkty często są mylnie kojarzone z wytworami topowych firm kosmetycznych).
Ale od początku.



Pierwszy pomysł stworzenia własnych kosmetyków zakiełkował w momencie, gdy u dzieci Doroty zaczęły pojawiać się kolejne alergie, i żadne leki czy kosmetyki nie pomagały, a wręcz przeciwnie - szkodziły. Przeprowadzka na wieś umożliwiła własną hodowlę ziół i roślin, co tym bardziej podsyciło pomysł stworzenia własnej linii kosmetyków. Upłynęło jednak wiele wody w rzece i odbyło się wiele intensywnych spotkań, pomiędzy tą twórczą trójką, zanim powstał pierwszy produkt. Dorota jest technologiem i odpowiada za tworzenie receptur, Sebastian - perfekcjonista, z zawodu projektant mody, wkłada w oprawę graficzną całego przedsięwzięcia 150 % zaangażowania i pasji. Dzięki Niemu,  każdy element, czcionka, etykiety, opakowania, są najwyższej jakości i z całą pewnością kosmetyki te, mogły by być sprzedawane w najlepszych domach towarowych na świecie. Wysoka jakość broni się sama.



Cały zespół scala Szymon, wcześniej pracujący w korporacji, odpowiedzialny za marketing i całą resztę ważnych kwestii, o których my, "konsumenci" - (przepraszam Szymon za to słowo!) nie mamy pojęcia. Procedura opracowania formuły kosmetyku, badania dermatologiczne, sprowadzenie odpowiednich opakowań, projekt etykiety itd. itd. trwa miesiącami. Jak na markę, która powstała w tamtym roku, oferta jest bardzo bogata. Dostępne są mydła, peelingi, serum, kremy, olejki, świeczki, balsamy do ust i wiele innych. Nie ma mowy o oszukiwaniu na składnikach. Olejki eteryczne nie są sprowadzane jako zamienniki z  Chin, a mydła "leżakują" odpowiednio długo, by móc je w ogóle nazwać mydłami. Składy kremów są tak opracowane, że pomimo ogromnej ilości olejków, nie powodują uczulenia i nie zapychają. Gwarantuję. Mogą je stosować osoby z cerą mieszaną i tłustą, ponieważ te oleje, regulują wydzielanie sebum.
Przetestowałam już wiele kosmetyków w swoim życiu, ale jeszcze nic nie zaskoczyło mnie tak pozytywnie jak Purite.



Przez ostatnie 2 miesiące testowałam:

SCRUB VANILA & ROSE
Cukrowy peeling do ciała, zawierający także m.in. sól z morza martwego, olejek z róży damasceńskiej, masła i witaminę E jest kosmetykiem wielozadaniowym. Nie tylko złuszcza naskórek, ale też pielęgnuje, dzięki czemu nie musimy używać już balsamu. Zapach jest bardzo intensywny, utrzymuje się długo po kąpieli.
Po jego użyciu, nawilżenie i gładkość skóry odczuwamy od razu, utrzymuje się kolejne 2 dni. Najkorzystniej jest używać peelingu raz lub dwa razy w tygodniu. Szklane pakowanie o pojemności 250 ml powinno wystarczyć na 8-10 użyć. Dostępne są różne kombinacje zapachowe, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Cena 49,00 zł.
MOJA OCENA: do tej pory przygotowywałam peelingi własnoręcznie, co może i jest trochę kłopotliwe, ale na pewno warte zachodu. Tutaj jednak skład jest bardzo bogaty, więc ciężko byłoby zrobić taką mieszankę w domu. Kondycja skóry znacznie się poprawiła, zwłaszcza w połączeniu z masłem do ciała. Trzeba być ostrożnym przy otwieraniu/zamykaniu słoika tłustymi rękami, jest dość ciężki. Scrub nakładać najlepiej na wilgotną skórę, wtedy jest wydajniejszy. Zapach róży jest tutaj bardzo wyczuwalny, więc jeśli ktoś jest wielbicielem tego aromatu, będzie bardzo usatysfakcjonowany.



AFTER SUN BODY BUTTER
Jak sama nazwa wskazuje, jest to masło, czyli jest go stosunkowo mniej niż w normalnym opakowaniu balsamu. Ma stałą konsystencję, ale pod wpływem ciepła dłoni, rozpuszcza się jak olej. Idealnie nadaje się na lato, nie tylko z powodu swojego obłędnego kakaowego zapachu, ale także dzięki temu, że w składzie znajdziemy aloes, o działaniu silnie nawilżającym i łagodzącym (np. oparzenia słoneczne). Poza masłem kakaowym jest tam także masło karite, olej arganowy, kokosowy i ze słodkich migdałów, witaminę E. Szklany słoik zawiera 120 ml produktu i kosztuje 49,00 zł.
MOJA OCENA: "wpracowanie" tego masła w skórę rzeczywiście zajmuje trochę czasu, jeśli chcemy wykorzystać daną porcję naprawdę efektywnie. W przeciwnym razie, masło dość szybko się skończy. Wybaczam mu jednak tę wadę, ponieważ działa genialnie. Odżywa, nawilża, ujędrnia. Przez kolejne dwa dni od użycia, skóra jest elastyczna i wygląda bardzo zdrowo. Przy regularnym stosowaniu, kondycja widocznie się poprawia i nie potrzebne jest codzienne aplikowanie. Nie czekam zbyt długo na wchłonięcie, po prostu zakładam piżamę, która potem pięknie pachnie czekoladą, co dla mnie wcale nie jest minusem.



KREM ODŻYWCZO-REGENERUJĄCY
Jako posiadaczka bardzo suchej, wymagającej cery, często sięgałam po kremy o bardzo treściwej konsystencji. Bardzo lubię to uczucie ulgi, gdy po całym dniu zmywam twarz i nakładam solidną porcję odżywczego specyfiku. Wcześniej był to krem Sylveco z betuliną, potem krem Sukin, a teraz jest to własnie ten krem Purite. Oczywiście obawiałam się tego bogatego składu, bo zdarza mi się, że pewne kosmetyki wywołują na moim czole wysyp krostek, ale tutaj nic takiego nie wystąpiło. Mamy tutaj do czynienia z naprawdę dobrym "regeneratorem". Hydrolat z róży damasceńskiej nawilża i odmładza, masło shea nawilża i ujędrnia, olej z pestek śliwki, kokosowy, awokado, arganowy, ze słodkich migdałów, czarnuszki, makadamia, aloesowy, grejpfrutowy (uff) mają tyle cennych właściwości, że można by było napisać o nich osobny elaborat. Pomimo aż TYLU olejów, nie spotkałam się z opinią, by komuś ten krem zaszkodził. Jest to bardzo niewiele, ale niech Was to nie zwiedzie. Na całą twarz potrzebujemy ledwo ilość równą ziarnku groszku. Zamknięty w małym, 30 ml słoiku niepozorny krem-masło, pomoże z pewnością wielu z Was, zwłaszcza teraz, gdy mamy do czynienia z niskimi temperaturami i wiatrem. Kosztuje 79,00 zł w promocji.
MOJA OCENA: pięknie wygładza i uelastycznia suchą, zmęczoną skórę, eliminuje suche skórki, na dodatek pachnie jak pomarańczowe żelki Haribo. Nie mam żadnych zastrzeżeń, ponieważ doskonale spełnia swoje zdanie. Ważne jest tylko by nie przesadzić z ilością, w przeciwnym razie wytłuścimy sobie poduszkę.



Jestem ogromnie zadowolona ze wszystkich produktów Purite, jakie dotychczas testowałam. Mimo kilku, mikroskopijnych minusów, zdecydowanie są warte zakupu. Dopracowany design opakowań cieszy oko i z pewnością ozdobi toaletkę każdego wielbiciela naturalnej pielęgnacji.

* Wpis powstał dzięki współpracy z firmą Purite.


poniedziałek, 26 października 2015

Cześć!
Dzisiejszy post poświęcony jest produktowi, który bardzo przypadł mi do gustu, stwierdziłam więc, że warto podzielić się z Wami opinią o nim. Mam wymagającą skórę pod oczami. Jest cieńka i dość wiotka. Moimi głównymi problemami są widoczne naczynia krwionośne i zasiniona dolina łez.
Zaznaczę z góry, że żaden krem ani nie wypełni zmarszczek, ani nie wyrówna całkowicie doliny łez, ale w pewnym stopniu może pomóc.
Firma Resibo poleca krem osobom borykającym się z problemem "zmęczonych", podkążonych oczu. Ma też redukować obrzęki i ogólnie nawilżać delikatną skórę pod oczami.
Wcześniej używałam krem Fitomed nr. 10 oraz krem przeciwzmarszczkowy Alverde. Oba postawiły poprzeczkę wysoko, ponieważ doskonale odżywiały.
Nie poradziły sobie jednak z zasinieniem.



EFEKTY
Krem Resibo po dłuższym czasie sprawił, że koloryt pod oczami poprawił się. (Zależnie od stanu wyspania organizmu) naczynka były obkurczone. Z obrzękami też radzi sobie całkiem nieźle.
Największą jednak różnicę widzę w nawilżeniu. Pomimo swojej bardzo lekkiej konsystencji, krem spełnia swoje zadanie w 100 %. Chwilę po aplikacji, można już nałożyć makijaż.

WRAŻENIA
Firma zadbała o piękne opakowanie i grafikę. Dostajemy naprawdę wyjątkowy produkt, którego skład mile zaskakuje. Znajdziemy w nim m.in. kofeinę, olej arganowy i naturalne, ziołowe ekstrakty. Przyjemny zapach kremu tym bardziej zachęca do regularnego stosowania. Tylko wtedy możemy obiektywnie ocenić jego działanie.

MOJA OCENA
Szczerze mogę polecić ten krem, nie tylko ze względu na działanie, ale także ładny zapach, konsystencję i higieniczne opakowanie.
Mam tylko jedno zastrzeżenie odnośnie plastikowego pojemnika. Jest on dosyć spory, a samego produktu jest 15 ml. Mógłby być mniejszy, łatwiej byłoby go zabierać na wyjazdy, nie tracąc miejsca w kosmetyczce.
Cena 89 zł, nie jest niska, ale myślę, że warto go kupić. Osobiście uważam, że naturalna pielęgnacja to inwestycja w zdrowie i urodę. Inwestycja, która zazwyczaj bardzo się opłaca.
Chętnie sięgnę po pozostałe kosmetyki Resibo.



Gratuluję firmie Resibo udanego debiutu na polskim rynku kosmetycznym i dziękuję za możliwość przetestowania kremu.


środa, 7 października 2015

Hey there! I bet on that many of you don't like fall. It's usually kinda cold, gloomy and people get moody. Well, I really like this mood, especially when I'm at home (I work at home so it's easy for me, huh?) I appreciate this "coziness". Autumn has it's friendly side too as you can see on the pictures below. These colours are inimitable! Big knits and woolen hats which I can't have enough of are indispensable this season. Couldn't be happier!



_________________________________________________________________________________

   Witam Was po dłuższej przerwie. Są sprawy ważne i ważniejsze, ale muszę przyznać - blogowanie uzależnia i jest mi żal, że blog ucierpiał, kosztem pracy zawodowej. W każdym razie, mam zamiar wynagrodzić Wam tą nieobecność najnowszymi zdjęciami. Jesień w pełni, jaką właśnie uwielbiam -
kolorową, bez deszczu i pluchy. Jakimś cudem nawet, nie potrzebujemy jeszcze kurtek i płaszczy.

Moimi hitami,  jeśli chodzi o tę porę roku, są niezaprzeczalnie ciepłe swetry i wełniane kapelusze. Tych nigdy nie za wiele. Jak widzicie, dzwony także radzą sobie całkiem nieźle, w takim zestawieniu. Najważniejszy trick z nimi związny - chcąc wydłużyć sobie nogi, nogawki muszą sięgać do ziemi, ale nie mogą o nią szurać. Spodnie się niszczą i wygląda to niechlujnie. Wizyta u krawca jest często niezbędna w takiej sytuacji.

Już zacieram ręce na te wszystkie jesienne smakołyki, które umilają deszczowe, zimne wieczory. Macie jakieś swoje sezonowe hity kulinarno-modowe?,










jeans - MNG | sweater - ZARA | hat - Top Shop | bag - Paulina Schaedel



niedziela, 6 września 2015


  Hello! It was about time to do "insta-lately post". As usual, a bit of food, fashion and things that inspire me. There are many fantastic galleries which are worth following. 
These are my favourites:
@oraclefoxblog
@harperandharley
@tashsefton
@elleferguson
@vanessaclv
@shalicenoel
@designer_man_cave
@fashionmuggin
@pepamac

_________________________________________________________________________________

  Cześć! Folder ze zdjęciami z instagrama znowu się zapełnił, więc nadszedł  już czas, by wrzucić je na bloga. To dla tych, którzy nie posiadają jeszcze konta w tej aplikacji. Czy w ogóle, jest jeszcze ktoś taki?
Jak zwykle moje zdjęcia to mieszanka jedzenia, mody, design'u, rzeczy, które mnie inspirują i cieszą na co dzień. 
Na insta znajdziemy ogrom inspiracji, bo jest naprawdę wiele galerii, które warto śledzić. Każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego.
To moje ulubione konta:
@oraclefoxblog
@harperandharley
@tashsefton
@elleferguson
@vanessaclv
@shalicenoel
@designer_man_cave
@fashionmuggin
@pepamac