Fall in Love

Interior Design

Travel

sobota, 19 sierpnia 2017

Hej! Od ponad 2 miesięcy stosuję zupełnie nową pielęgnację twarzy firmy Lush Botanicals. Wiecie, że lubię testować nowe produkty, zwłaszcza ekologiczne. Jeśli jesteście ciekawi jak w moim przypadku sprawdziły się te nowości, zapraszam do lektury.


Na początek kilka ważnych faktów:
- jest to polska, ekologiczna firma.
- produkty nie zawierają konserwantów, chemii.
- opakowania kosmetyków są wykonane z grubego szkła chroniącego je przed promieniowaniem UVA i UVB.
- kosmetyki powinno się trzymać w lodówce, by były dłużej świeże (do 6 msc.), ale nie jest to konieczne. Jeśli wiemy, że zużyjemy produkt w ciągu 3 miesięcy, możemy spokojnie przechowywać je poza nią.
- składy kosmetyków są czytelne na stronie sklepu jak i na etykiecie dołączonej do opakowania.
- nie są to "tanie" produkty. Jest to raczej wysoka półka cenowa. Koszt opakowania, produkcji, zakupu dobrej jakości składników "robi" cenę. 
- przed i po zakupie produktów możecie liczyć na fachową pomoc i doradztwo drogą mailową. 
- wszystkie produkty mają bardzo silny, naturalny, kwiatowo-cytrusowy zapach.




Lucious lip butter - masło do ust. Cena 50 zł, 15 ml. Do kupienia TUTAJ.

Coś dla właścicielek spierzchniętych ust. Świetny produkt do odbudowy naskórka. Działa łagodząco. Zawiera witaminy pochodzące z naturalnych olejków, m.in. olej monoi, a także masło mango, masło shea, wosk z jojoba. Dla mnie idealny na noc, dla gruntownej regeneracji. W dzień, będąc gdzieś w biegu nigdy nie używam produktów w słoiczkach. Nie lubię po prostu nakładać produktów do usta palcem.  Poza tym jest to dość tłusty produkt.
Bardzo wydajny!
Ogólna ocena 8/10


Juice in motion - tonik odświeżający. Cena 85 zł, 100 ml. Do kupienia TUTAJ.

Produkt, który chyba spodobał mi się najbardziej. Do tej pory byłam przyzwyczajona do hydrolatów czy toników o typowo wodnistej, lekkiej konsystencji. Po ich aplikacji czułam zwykle ściągnięcie skóry i konieczna była szybka dawka serum. Ten tonik ma w sobie oleje, które już nawilżają i odżywają cerę. Poza tym w składzie jest sok z aloesu (silne działanie regeneracyjne), olej z moreli, ekstrakt z pestek guarany, olej ze skórki cytrynowej i wiele, wiele innych, cennych składników. 
Po wyjęciu z lodówki butelkę trzeba wstrząsnąć. Nie używałam do aplikacji wacika, tylko dawałam kilka kropel na dłoń i wklepywałam zimny płyn w twarz. Był to bardzo orzeźwiający rytuał z racji chłodzenia i obłędnego, cytrusowego zapachu. Sama przyjemność. Po nałożeniu na twarzy czuć przyjemną warstwę nawilżenia. Dla osób z przetłuszczającą się cerą, ten produkt może być jednak za ciężki. Ogromnym plusem jest wydajność produktu. W 2 miesiące zużyłam może 1/4 butelki.
Ogólna ocena 10/10



Stardust Eye Serum - serum pod oczy. Cena 195 zł, 30 ml. Do kupienia TUTAJ.

Produkt często pomijany w pielęgnacji (bo ileż można mieć tych butelek!?), a jakże ważny. Skóra wokół oczu jest bardzo wrażliwa i po niej najbardziej widać oznaki starzenia. Warto jednak pamiętać, że nie możemy stosować non stop ciężkich produktów w tym miejscu, nawet mając suchą skórę. To może ją dodatkowo obciążyć. To serum jest dość lekkie w porównaniu do pozostałych produktów, które testowałam.  Nie lepi się. Szybko się wchłania. Skład jest bardzo długi, zawiera m.in. olej z opuncji, masło murumuru, ekstrakt z zielonej kawy, owoców acai, pantenol, betainę i kwas hialuronowy. Czego chcieć więcej? Mam bardzo cieńką skórę pod oczami, na dodatek płytko osadzone naczynia krwionośne i żyłki. Każda posiadaczka sińców pod oczami wie, że kryjący korektor to rzecz niezastąpiona. Aktualnie używam Shape Tape z firmy Tarte. Wszyscy ostrzegali mnie, że zrobi mi ze skóry pod oczami pustynię. Chyba dzięki temu serum, nic takiego się nie stało. To chyba najlepsza rekomendacja? Wydajność szokująca. Mała kropelka wystarczy na jedno użycie, zastanawiam się więc, czy jest szansa zużycia tego produktu przed terminem ważności.
Ogólna ocena 10/10



Sunlight day cream - nawilżający i odżywający krem na dzień. Cena 195 zł, 50 ml. Do kupienia TUTAJ.

Ten krem ma bardzo bogaty skład i konsystencję! Zawiera np. antyoksydanty, witaminy, kwas hialuronowy, naturalne filtry UV. 
Znajdziemy w składzie oleje: z pestek truskawek, kiwi i passiflory, z róży damasceńskiej, monoi, i wiele innych. Ekstrakty z aloesu i mleczka pszczelego.  Dodatkowo witaminy E i B5 (pantenol - łagodzący), i kwas hialuronowy o cząsteczkach różnej wielkości. 
Krem ten cudownie  (i trwale) nawilża, odżywia i uelastycznia skórę, bez dwóch zdań. Czas wchłaniania to około 15-20 min, chociaż wciąż czuć go na skórze. Nadaje się więc dla typowo suchej, odwodnionej skóry. 
Wolałabym jednak, żeby krem był zapakowany w słoik, nie w butelkę z pompką, ale to wszystko dla zapewnienia świeżości i sterylności. Po pewnym czasie pompka może się trochę zacinać, trzeba więc krem zostawić na chwilę poza lodówką i klepnąć kilka razy w spód butelki. Powinno zadziałać. 
Z racji wysokiej ostatnio temperatury i chyba wzmożonego wysiłku, zauważyłam, że ten krem powoduje u mnie wzmożone przetłuszczanie się czoła. Na taką porę był po prostu za ciężki. Na noc, jak najbardziej. Krem jest niesamowicie wydajny. Ilośc wielkości ziarna groszku wystarczy na jedną aplikację.
Ogólna ocena 7/10




Ogólna ocena: kosmetyki zdały test bardzo pozytywnie, chociaż jak napisałam wyżej, są małe minusy. Opakowania są bardzo solidne, ale nie widać ile produktu nam zostało. Pompka może się zacinać. Krem na dzień dla mnie jednak (w lecie za ciężki) bardziej zdał egzamin na noc. Każdy ma inny budżet i stosunek do pieniędzy, ale obiektywnie patrząc, nie można zaprzeczyć, że ceny są wysokie jak nasz rynek, chociaż uzasadnieniem może być zastosowanie wysokiej jakości składników i ich koszt sprowadzenia, lub własnoręcznego wytworzenia. 
Przy tak intensywnym trybie życia jaki ostatnio prowadziłam ( zła dieta, mało snu,  dużo kawy, przyznaję się bez bicia), stan skóry nie pogorszył się jakoś diametralnie, co również potwierdza skuteczność tych kosmetyków. Z ręką na sercu mogę je polecić. 

Dziękuję firmie Lush Botanicals za możliwość przetestowania tych produktów. 

wtorek, 2 maja 2017

   Wracam do Was ze specjalnym postem. Jest wyjątkowy, ponieważ rzadko przygotowuję się do publikacji posta tak długo. W tym przypadku chciałam być w stu procentach pewna, że produkt spełnia swoje zadanie.


Większość kobiet bardzo dba o to, jak prezentuje się "na zewnątrz". Wydajemy ogromne sumy na ubrania, dodatki, kosmetyki kolorowe. Czy przykładamy taką samą uwagę do tego, czego nie widać, a raczej co kryjemy pod ubraniem?
Z pewnością, jeśli zapytamy 100 osób (mężczyzn?) o najważniejszy atrybut kobiety, najczęściej usłyszymy "dekolt", "biust". Ileż to dowcipów powstało na temat kobiecego biustu i krępujących sytuacji kiedy to mężczyzna, zamiast patrzeć kobiecie w oczy, wpatrywał się w jej walory?
Wszystko to jest bardzo powierzchowne, ale jeśli zadbany dekolt sprawia, że czujemy się pewniej, bardziej kobieco, to chyba warto poświęć mu trochę uwagi oraz... budżetu. Oczywistym jest odpowiedni dobór bielizny, ale o tym może kiedy indziej. 


Większość dostępnych drogeryjnych kosmetyków do pielęgnacji biustu zawiera silikony, wątpliwego pochodzenia emolienty, dorobiny złuszczające, abyśmy po ich użyciu miały wrażenie "gładkiej i nawilżonej" skóry. Niestety tutaj kładę nacisk na słowo "wrażenie", ponieważ pod względem długofalowego działania, mamy poważne braki. 
Według mnie, kosmetyk spełnił swoje zadanie, jeśli nawet po jego odstawieniu, czujemy i widzimy widoczną poprawę w kondycji skóry, a nie tylko zaraz po zastosowaniu danego kosmetyku. 
Firma Purite, którą cenię i wspieram od dawna, stworzyła linię kosmetyków do pielęgnacji biustu, dekoltu i szyi , które nie tylko poprawiają kondycję skóry, ale działają również głębiej, łagodząc comiesięczny dyskomfort. To wszystko dzięki użyciu najwyżej jakości olejków i wyciągów eterycznych, mających dobroczynny wpływ na skórę oraz nastrój. 
W składzie znajdziemy m.in.: olejek bazyliowy, olejek z kadzidłowca, olejek lawendowy. Linia Purite Selected zawiera peeling, olejowe serum oraz treściwy mus. Cały zestaw zapakowany jest w ręcznie zdobioną, drewnianą skrzynkę z logo firmy. Opakowania i etykiety są bardzo proste w formie, typowe dla firmy Purite, która kładzie nacisk na jakość produktu, a nie krzykliwą otoczkę. Ciemne butelki chronią produkt przed promieniami UV. 


Z góry chciałabym zaznaczyć, że w związku z zastosowaniem najwyższej jakości składników, oraz kosztów samego opakowania, ceny produktów nie są niskie. Jeśli liczmy na widoczne efekty, nie ma mowy o kompromisach. Do produkcji ekologicznych kosmetyków możemy użyć np. oleju arganowego za 50 zł/0.5 l, lub takiego za 150 zł/0/5 l. Pytanie, ile firm używa tych naprawdę najlepszych dostępnych składników?


Wiem, i ręczę za to, że team Purite nie stosuje półśrodków. 
Po kilkumiesięcznym stosowaniu tych kosmetyków mogę z pewnością stwierdzić, że działają. Skóra staje się gładka i bardziej elastyczna. Naturalne olejki sprzyjają relaksowi i wyciszają. 
Szczerze jednak zalecam sprawdzenie, czy przypadkiem nie jesteśmy uczuleni na któryś składnik. 
Kosmetyków używałam raz w tygodniu. Pierwszy etap to peeling, który podejrzewam, wzbudzi największe wątpliwości. Ma on typowo "ekologiczną" konsystencję i zapach. Jeśli lubicie słodkie, kwiatowe aromaty, te produkty nie są dla Was. Jest on dosłowanie napakowany naturalnymi składnikami, tj: glinka, pestki czarnego bzu, różnego rodzaju oleje. Peeling jest drobnoziarnisty i przygotowuje skórę do wchłonięcia serum i musu. Ma silny, ziołowy zapach, który ubóstwiam. Przypomina mi zabieg, który miałam w SPA na Malediwach, co przywołuje niesamowicie pozytywne wspomnienia. Serum i mus należy dokładnie rozprowadzić i rozmasować, dzięki czemu poprawimy ukrwienie i elastyczność skóry. Cały rytuał zalecam stosować na wieczór. Produkty zostawiają przyjemny, otulający film. Każdy z nich jest wydajny, a z jednorazową ilością nie należy przesadzać. 
Myślę, że zwłaszcza przed sezonem wakacyjnym, warto zadbać o tę część ciała. 


Bez wątpienia jest to produkt luksusowy, o czym świadczy nie tylko jakość użytych składników, ale także forma opakowania. Każda kobieta doceni taki prezent. 



Dziękuję zespołowi Purite za możliwość przetestowania tych wyjątkowych kosmetyków. Była to prawdziwa przyjemność!




Plusy:
- wydajność
- widoczne efekty
- jakość opakowań
Minusy:
- cena =  najwyższa jakość składników
- zapach ( dla osób, które lubują się w delikatnych, cytrusowych lub kwiatowych aromatach)
- dostępność (wybrane punkty sprzedaży oraz online http://www.shop.purite.pl/webpage/o-linii-selected.html )